Tag Archives: Mirosław Bańko

O ludziach, którzy słyszą ortografię

Dzisiaj proponuję Wam niedługi tekst-ciekawostkę. Wyobraźcie sobie, że nie musicie znać zasad ortograficznych, a zamiast tego możecie je po prostu… słyszeć.  Czy jest to możliwe? Otóż, moi Drodzy, w niektórych przypadkach – owszem. Umiejętność tę można zaobserwować u osób pochodzących m.in. z Kresów Wschodnich i Śląska Cieszyńskiego, czego im trochę zazdroszczę. Niestety, mimo że moja babcia wychowała się nad rzeką Strypą, w dzisiejszej ukraińskiej wsi, zmysł słuchu niespecjalnie pomaga mi w odróżnianiu pewnych głosek.

Ale o co właściwie chodzi?

W języku polskim istnieją 3 pary znaków, które – dla większości jego użytkowników – symbolizują ten sam dźwięk: „h” – „ch”, „u” – „ó” i „ż –„rz”. Wpływ języków słowiańskich utrwalił różnicę w fonetyce mieszkańców regionów, które graniczą z naszymi wschodnimi i południowymi sąsiadami. Różnica dotyczy wymowy dźwięcznego „h” (np. bohater, wataha, Bohdan) i bezdźwięcznego „ch” (np. chata, kochać, echo). Ślązacy cieszyńscy dodatkowo inaczej wymawiają „ż” i „rz”, co zawdzięczają językowi czeskiemu. „Rz” brzmi u nich jak „r-ż”, np. mor-że, r-żeka. W polszczyźnie istniały również dwa rodzaje „o” – długie i krótkie. Pierwsze stało się tzw. pochylonym „o”, głoską wypowiadaną między „o” a „u” – nawet dzisiaj, w niektórych gwarach góralskich – aż zrównało się w ogólnej wymowie z „u” (stając się współczesnym „ó”).

W związku z tym pisownia wyrazów zawierających omawiane głoski jest dla niektórych o wiele naturalniejsza niż dla większości Polaków, dlatego osoby te rzadko popełniają w nich błędy.

Współcześnie zarówno „ch”, jak i „h” wymawiamy bezdźwięcznie, choć naturalnych, uwarunkowanych regionalnie przyzwyczajeń językowych nie można uznawać za niepoprawne. Istnieją nawet tacy, którzy uczą się tej specyficznej wymowy, ale jest to postrzegane negatywnie – jako przejaw językowego snobizmu. Prof. Jerzy Bralczyk przyznał się do tej nieco wyuczonej artykulacji, którą zawdzięcza swojej żonie, pochodzącej właśnie z Kresów.

Dla zdecydowanej większości Polaków nie ma jednak żadnej różnicy w wymowie przytoczonych 3 par głosek, dlatego coraz częściej można usłyszeć opinie osób, które postulują uproszczenie polskiej ortografii poprzez zlikwidowanie „ch”, „ó” i „rz”. Innymi słowy, chcą doprowadzić do zapisu fonetycznego. Oczywiście pomysł ten nie ma żadnego sensu, tym bardziej, że Polakom nie sprawia problemu właściwa pisownia wyrazów zawierających wymienione głoski – większym dylematem jest np. wybór między pisownią rozdzielną a łączną. Pisze o tym prof. Jan Miodek.

Niech za dalszą, rozległą argumentację posłuży mi odpowiedź językoznawcy Mirosława Bańki:

Biorąc pod uwagę, że – w zależności od środowiska językowego – ludzie w różny sposób wymawiają pewne głoski, mogłoby być interesująco… Przypomina mi się „Mańifest w sprawie ortografji fonetycznej” Brunona Jasieńskiego. Ciekawe, ile czasu futuryści poświęcali na przygotowywanie swoich tekstów, a ile tegoż – aspirującym do ich współczesnych przedstawicieli – zajęłoby napisanie jednego, krótkiego SMS-a. Może więc prościej, zamiast wprowadzać podobne innowacje, przypomnieć sobie kilka zasad kształtowanej przez wieki polszczyzny?

PS Dziękuję za zainteresowanie poprzednim wpisem. Doceniam każdy jego przejaw, również krytykę. Po gospodarsku witam wszystkich nowych czytelników ;).

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Rymoliryktando – studium przypadku

Dzisiaj postanowiłam zmierzyć się z Rymoliryktandem dyktandem stworzonym przez rapera Łukasza L.U.C-a Rostkowskiego we współpacy z Narodowym Centrum Kultury.  Zachęcam Was do tego samego. Wydarzenie odbyło się 19 listopada 2011 r. w Fabryce Trzciny.
Nagranie dyktanda znajdziecie tutaj. Nie korzystajcie z edytorów tekstu  autokorekta nie śpi. Poniżej zamieszczam tekst z własnym komentarzem  bądźcie uczciwi i nie podglądajcie!

Zaczynamy!

Dyktando odsłuchałam jeden raz. Po macoszemu potraktowałam interpunkcję i skupiłam się głównie na poprawnym zapisywaniu poszczególnych słów i odgadywaniu, co autor miał na myśli. Błędy interpunkcyjne pomijam również przy analizie tekstu. Do każdego fragmentu dyktanda dołączam osobny komentarz.

Treść Rymoliryktanda, autorstwa Łukasza L.U.C-a Rostkowskiego:

Doprawdy,
miriady, hordy, nawet może hiperotchłań dni,
wprzód krzta szyku fraz chłonie mnie jak tłuszcze grill,
jak do brudu muchy mordę, jak PKP do podłużnych chwil –
tak ja garnę się do sylab, by w bój bujać je jak Egipcjan Nil.

Pod względem ortograficznym ten fragment udało mi się napisać bezbłędnie. Specyficzna wymowa prowadzącego i łączenie przez niego wyrazów spowodowało, że w mojej wersji znalazło się sformułowanie „krzta szyków raz”. Przyznaję dałam się zagonić w pułapkę desylabizacji. Miriada grecki liczebnik główny, oznaczający liczbę 10 000.

Ci porządni, tamci superżądni – ubóstwiają blichtr,
a mnie uciechą rymu kształt i trzon, i entourage, i
jak hojne Mazowsze ma zorzę, co lśni –
tak jawnie ja w niebłahym worze
chyżo wożę słowa w sobie jak uncję krwi.

Słuchając tego fragmentu zaczęłam gubić sens i zapisywać słowa mechanicznie, głównie ze względu na tempo dyktowania. Zdziwiłam się również, że dyktando zawiera słowa obcojęzyczne. Przedostatni wiersz sprawił mi najwięcej problemów  trudność polegała na odpowiednim połączeniu wypowiadanych sylab w konkretne wyrazy. Ortografia jak wyżej bez zarzutu. Entourage  otoczenie, przedmioty otaczające, środowisko.

Kiwi ma miąższ, żądło wąż, a ja mój wzorzec
obietnic hardych z glin;
kto łamie je wciąż, tego do Zbąszynka wożę,
by strzygł wyżłom i kszykom brwi –
bo jakżeby to tak lekceważyć je niby prukwy strużki drwin.

Pierwsza myśl: jaka szynka?! Po kilkakrotnym powtórzeniu zorientowałam się, że chodzi o miejscowość, do której autor wozi osoby niedotrzymujące obietnic… Ufff. Wyraz kszyki (ptaki wędrowne z rodziny bekasowatych) był podchwytliwy, ale w tym przypadku nie dałam się nabrać. Zbąszynek miasto w województwie lubuskim, powiecie świebodzińskim.

Tembr słów mi droższy niż kanclerza kwit,
niż w piłce gole Citki i Baby-Jagi mit –
jak nitki krwi tkwi mi w żyłach to, jak w świni kwik,
jak po ujściu z babci bibki bitki w żołądku i naleśnik.

Zbawienna okazała się podpowiedź dyktującego, że chodzi o piłkarza. Informacje na temat Marka Citki znajdziecie tutaj. Wyraz Baby-Jagi napisałam bez dywizu (-). Na ratunek przychodzi mi językoznawca Mirosław Bańko, który wskazuje na to, że „zazwyczaj wyrażenie to funkcjonuje jako imię własne i pisane jest Baba Jaga”.

Słowo wielokrotnie to sto stempli głębi;
żonglerzy gębą mielą, jak metrampaże łamią je od ręki.
Nie jestem Arielu bielą, pruję je też, lecz głównie do bitu pętli, rzadko – by inni z rozczarowania więdli.

Przyznaję nie znałam słowa „metrampaże”, jednak intuicyjnie zapisałam je poprawnie. Metrampaż  pracownik zecerni formujący kolumny publikacji ze szpalt i tabel (złożonych przez zecera) oraz innych elementów jak: klisze, ornamenty, czcionki tytułowe itp. Jako osoba interesująca się składem tekstu, biję się w piersi.

Niedotrzymywanie słów jak uryny
stęchły kwas w sobie kłębi,
inkoherencja świerzbi jak trąd bloki – gnębi to mnie, mdli.
Swe hasła waż więc jak hantle, bo to hopsztośne pręgi –

Moim faworytem jest tutaj słowo „hopsztośne”, od wyrazu hopsztosy (wybryki, figle). Innym ciekawym wyrazem, przytoczonym w tym fragmencie jest inkoherencja zaburzenie w mowie i myśleniu wynikające z niemożności stworzenia pełnego ciągu myślowego; rozkojarzenie.

Tara Jerzy, myśląc tak i żnąc raz pszenżyto wszerz, zauważył naraz dwa marsjańskie kręgi. 
Tedy ufolud wyszedłszy zza chaszczy, mając dres kresz, rzekł im przez wytrzeszczone szczęki:

Człowiek uczy się całe życie! Kresz  rodzaj tkaniny fabrycznie gniecionej. Na przełomie lat 80. i 90. noszono dresy z kreszu, najczęściej ze wstawkami w kolorze turkusu, fioletu i różu. Ciekawy artykuł na ten temat znajdziecie na stronie Dziennika Łódzkiego.

– Dziczejecie i dziczejecie,
fast food, metatonii bełkot, chędożenia jęki.
Gzicie się i pniecie, lecz tylko słowności smak
i miłości znawstwo różnią was od innych wędlin.

Strzeżcie słów jak stróż bitego bmw! Nie dziczejcieżże!

Podpisuję się! Piękny fragment z trafną puentą. Metatonia oznacza zmiany akcentowe i intonacyjne. Można rzec, cały tekst został podyktowany w stylu mistrzowsko metatonicznym ;-) Co prawda skrótowiec bmw zapisałam wielkimi literami, ale językoznawca Jan Grzenia z Uniwersytetu Śląskiego informuje, że dopuszczalne są obie formy.

Podsumowując: jak zapewne każdy z Was zdążył zauważyć, z dyktanda można się wiele nauczyć. Próbując swoich sił, nie popełniłam żadnych błędów ortograficznych, jednak w kilku miejscach nie zapisałam odpowiednich słów. Wynikało to albo z ich nieznajomości, albo z braku zrozumienia konkretnego fragmentu. Przypominam także, że nie stosowałam znaków interpunkcyjnych, które w wielu miejscach na pewno byłyby dla mnie zagadką. Uważam, że największą trudnością tego dyktanda była nie jego treść, ale sposób prezentacji przez Łukasza Rostkowskiego. Na początku było to dość irytujące, ale okazało się pouczającą grą językową.

A Wy, co myślicie na temat Rymoliryktanda? I przede wszystkim  jak Wam poszło? :-)

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: