Tag Archives: Jan Grzenia

IMHO & FYI. Dlaczego internauci skracają myśli?

Internet jest pod względem językowym siedliskiem skrótowości. Jedną z pierwszych przyczyn takiego stanu rzeczy była niewielka przepustowość łączy, która nie pozwalała na przesyłanie dużej ilości informacji przez kanał komunikacyjny. Tendencja tworzenia skrótów i skrótowców utrzymała się do dziś i dotyczy przede wszystkim powszechnie używanych przez internautów zwrotów, względnie prostych i umożliwiających ich odkrycie z kontekstu wypowiedzi.

Wyróżnia się dwie podstawowe grupy tego typu internetowych uproszczeń:

  • ucięcia, np. cze (cześć), siema (jak się masz), nara (na razie), pozdro/pzdr (pozdrowienia), spoko (spokojnie), thx (thanks);
  • akronimy, np. AKA (also known as), IMHO (in my humble opinion), FYI (for your information), F2F (face to face), WTF (what the fuck).

Niektóre ucięcia funkcjonują w mowie potocznej. Chociaż w drugiej grupie przeważają skrótowce anglojęzyczne, w wirtualnych zakamarkach można natknąć się czasem na odpowiedniki polskie, np. MSZ (moim skromnym zdaniem), ATSD (a tak swoją drogą), NTG (nie ta grupa), a nawet tak rozbudowane jak PPNMZS (po prostu nie mogę ze śmiechu). Wszelkie skróty – zarówno ucięcia, jak i akronimy – pojawiają się przede wszystkim w miejscach ukierunkowanych na dialog, m.in. na forach, czatach i w sieciowych grach komputerowych (FTW – for the win/po zwycięstwo!).

Nie raz, nie dwa, kiedy czytałam wypowiedź internauty, musiałam sięgnąć do Miejskiego słownika slangu i mowy potocznej, by odkryć znaczenie zaszyfrowanych słów.

Zadałam więc sobie pytanie: dlaczego internauci tak często używają skrótów?

Współczesne możliwości technologiczne sprawiają, że dla przeciętnego użytkownika globalnej sieci objętość przesyłanej wiadomości tekstowej nie podlega właściwie żadnym ograniczeniom. Nietrudno więc dojść do wniosku, że podstawową przyczyną skracania pewnych wyrażeń i słów jest sam proces wytwarzania tekstu, który niewątpliwie trwa dłużej niż wypowiedzenie tej samej treści. To tłumaczyłoby także używanie tego rodzaju uproszczeń wśród przedstawicieli starszego pokolenia.

Innym powodem używania omawianych skrótów jest potrzeba wyjątkowości czy – jak to określił językoznawca Jan Grzenia – nobilitacji kanału przekazu. Wewnętrzne zasady porozumiewania się i środowiskowe słownictwo powodują, że grupa staje się minispołecznością: charakteryzuje ją większa spójność, a także uwidacznia się hierarchizacja – łatwiej odróżnić wytrawnego użytkownika od nowicjusza. I z punktu widzenia tego ostatniego wyłania się kolejny cel – zyskanie akceptacji.

Z czego jeszcze wynika internetowa skrótowość? Z powszechnego dążenia do ekonomiczności. Bywa, że niektóre formy krótsze rzeczywiście są dla nas dużym ułatwieniem. Pozostaje pytanie, czy aby na pewno w sytuacji, kiedy skrót przypomina bardziej wieloliterowy szyfr niż jakąkolwiek treść. Tym bardziej, że zdecydowana większość używanych akronimów przez polskich internautów nie ma nic wspólnego z językiem ojczystym. I chociaż w międzynarodowym środowisku graczy komputerowych wydaje się to uzasadnione, w przypadku polskich serwisów – nie do końca.

Przykład: akronim AFAIK (as far as I know) w porównaniu z naszym ojczystym odpowiednikiem OIW (o ile wiem) kłóci się nieco z zasadą ekonomii języka, czyż nie?

Zachęcam więc – jeśli już istnieje taka konieczność – do używania polskich skrótów! Nie zapominajmy przy tym, że głównym celem przyświecającym nam w akcie komunikacji jest bycie zrozumianym. Użytkownicy konkretnego forum mogą opracować własny system leksykalny, który nie będzie się sprawdzać w prywatnej korespondencji, nie mówiąc już o języku formalnym.

Czym groziłaby taka konsekwencja? Odpowiada – z przymrużeniem oka – Kabaret OT.TO:

PS Jest mi niezwykle miło, że pomimo tymczasowego braku nowych wpisów zgłaszacie się do mnie po rady dotyczące polszczyzny. Mam nadzieję, że pomogłam Wam rozwiać niektóre wątpliwości i możecie być bardziej świadomi pewnych aspektów naszego języka ojczystego.

PS2 Jeśli macie (lub mielibyście w przyszłości) problemy z rozszyfrowaniem jakiegoś anglojęzycznego skrótowca, pokaźny zbiór tego typu akronimów znajdziecie tutaj.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Rymoliryktando – studium przypadku

Dzisiaj postanowiłam zmierzyć się z Rymoliryktandem dyktandem stworzonym przez rapera Łukasza L.U.C-a Rostkowskiego we współpacy z Narodowym Centrum Kultury.  Zachęcam Was do tego samego. Wydarzenie odbyło się 19 listopada 2011 r. w Fabryce Trzciny.
Nagranie dyktanda znajdziecie tutaj. Nie korzystajcie z edytorów tekstu  autokorekta nie śpi. Poniżej zamieszczam tekst z własnym komentarzem  bądźcie uczciwi i nie podglądajcie!

Zaczynamy!

Dyktando odsłuchałam jeden raz. Po macoszemu potraktowałam interpunkcję i skupiłam się głównie na poprawnym zapisywaniu poszczególnych słów i odgadywaniu, co autor miał na myśli. Błędy interpunkcyjne pomijam również przy analizie tekstu. Do każdego fragmentu dyktanda dołączam osobny komentarz.

Treść Rymoliryktanda, autorstwa Łukasza L.U.C-a Rostkowskiego:

Doprawdy,
miriady, hordy, nawet może hiperotchłań dni,
wprzód krzta szyku fraz chłonie mnie jak tłuszcze grill,
jak do brudu muchy mordę, jak PKP do podłużnych chwil –
tak ja garnę się do sylab, by w bój bujać je jak Egipcjan Nil.

Pod względem ortograficznym ten fragment udało mi się napisać bezbłędnie. Specyficzna wymowa prowadzącego i łączenie przez niego wyrazów spowodowało, że w mojej wersji znalazło się sformułowanie „krzta szyków raz”. Przyznaję dałam się zagonić w pułapkę desylabizacji. Miriada grecki liczebnik główny, oznaczający liczbę 10 000.

Ci porządni, tamci superżądni – ubóstwiają blichtr,
a mnie uciechą rymu kształt i trzon, i entourage, i
jak hojne Mazowsze ma zorzę, co lśni –
tak jawnie ja w niebłahym worze
chyżo wożę słowa w sobie jak uncję krwi.

Słuchając tego fragmentu zaczęłam gubić sens i zapisywać słowa mechanicznie, głównie ze względu na tempo dyktowania. Zdziwiłam się również, że dyktando zawiera słowa obcojęzyczne. Przedostatni wiersz sprawił mi najwięcej problemów  trudność polegała na odpowiednim połączeniu wypowiadanych sylab w konkretne wyrazy. Ortografia jak wyżej bez zarzutu. Entourage  otoczenie, przedmioty otaczające, środowisko.

Kiwi ma miąższ, żądło wąż, a ja mój wzorzec
obietnic hardych z glin;
kto łamie je wciąż, tego do Zbąszynka wożę,
by strzygł wyżłom i kszykom brwi –
bo jakżeby to tak lekceważyć je niby prukwy strużki drwin.

Pierwsza myśl: jaka szynka?! Po kilkakrotnym powtórzeniu zorientowałam się, że chodzi o miejscowość, do której autor wozi osoby niedotrzymujące obietnic… Ufff. Wyraz kszyki (ptaki wędrowne z rodziny bekasowatych) był podchwytliwy, ale w tym przypadku nie dałam się nabrać. Zbąszynek miasto w województwie lubuskim, powiecie świebodzińskim.

Tembr słów mi droższy niż kanclerza kwit,
niż w piłce gole Citki i Baby-Jagi mit –
jak nitki krwi tkwi mi w żyłach to, jak w świni kwik,
jak po ujściu z babci bibki bitki w żołądku i naleśnik.

Zbawienna okazała się podpowiedź dyktującego, że chodzi o piłkarza. Informacje na temat Marka Citki znajdziecie tutaj. Wyraz Baby-Jagi napisałam bez dywizu (-). Na ratunek przychodzi mi językoznawca Mirosław Bańko, który wskazuje na to, że „zazwyczaj wyrażenie to funkcjonuje jako imię własne i pisane jest Baba Jaga”.

Słowo wielokrotnie to sto stempli głębi;
żonglerzy gębą mielą, jak metrampaże łamią je od ręki.
Nie jestem Arielu bielą, pruję je też, lecz głównie do bitu pętli, rzadko – by inni z rozczarowania więdli.

Przyznaję nie znałam słowa „metrampaże”, jednak intuicyjnie zapisałam je poprawnie. Metrampaż  pracownik zecerni formujący kolumny publikacji ze szpalt i tabel (złożonych przez zecera) oraz innych elementów jak: klisze, ornamenty, czcionki tytułowe itp. Jako osoba interesująca się składem tekstu, biję się w piersi.

Niedotrzymywanie słów jak uryny
stęchły kwas w sobie kłębi,
inkoherencja świerzbi jak trąd bloki – gnębi to mnie, mdli.
Swe hasła waż więc jak hantle, bo to hopsztośne pręgi –

Moim faworytem jest tutaj słowo „hopsztośne”, od wyrazu hopsztosy (wybryki, figle). Innym ciekawym wyrazem, przytoczonym w tym fragmencie jest inkoherencja zaburzenie w mowie i myśleniu wynikające z niemożności stworzenia pełnego ciągu myślowego; rozkojarzenie.

Tara Jerzy, myśląc tak i żnąc raz pszenżyto wszerz, zauważył naraz dwa marsjańskie kręgi. 
Tedy ufolud wyszedłszy zza chaszczy, mając dres kresz, rzekł im przez wytrzeszczone szczęki:

Człowiek uczy się całe życie! Kresz  rodzaj tkaniny fabrycznie gniecionej. Na przełomie lat 80. i 90. noszono dresy z kreszu, najczęściej ze wstawkami w kolorze turkusu, fioletu i różu. Ciekawy artykuł na ten temat znajdziecie na stronie Dziennika Łódzkiego.

– Dziczejecie i dziczejecie,
fast food, metatonii bełkot, chędożenia jęki.
Gzicie się i pniecie, lecz tylko słowności smak
i miłości znawstwo różnią was od innych wędlin.

Strzeżcie słów jak stróż bitego bmw! Nie dziczejcieżże!

Podpisuję się! Piękny fragment z trafną puentą. Metatonia oznacza zmiany akcentowe i intonacyjne. Można rzec, cały tekst został podyktowany w stylu mistrzowsko metatonicznym ;-) Co prawda skrótowiec bmw zapisałam wielkimi literami, ale językoznawca Jan Grzenia z Uniwersytetu Śląskiego informuje, że dopuszczalne są obie formy.

Podsumowując: jak zapewne każdy z Was zdążył zauważyć, z dyktanda można się wiele nauczyć. Próbując swoich sił, nie popełniłam żadnych błędów ortograficznych, jednak w kilku miejscach nie zapisałam odpowiednich słów. Wynikało to albo z ich nieznajomości, albo z braku zrozumienia konkretnego fragmentu. Przypominam także, że nie stosowałam znaków interpunkcyjnych, które w wielu miejscach na pewno byłyby dla mnie zagadką. Uważam, że największą trudnością tego dyktanda była nie jego treść, ale sposób prezentacji przez Łukasza Rostkowskiego. Na początku było to dość irytujące, ale okazało się pouczającą grą językową.

A Wy, co myślicie na temat Rymoliryktanda? I przede wszystkim  jak Wam poszło? :-)

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: