Blogi o polszczyźnie. Propozycje Literufki

Dzisiaj chcę Wam zaproponować kilka ciekawych blogów o języku polskim. Moja krótka lista nie jest rankingiem – strony są podane w przypadkowej kolejności. Każda z innej perspektywy opisuje język i wszystkie uważam za wartościowe, wyjątkowe i godne polecenia.

Do podzielenia się z Wami interesującymi blogami zainspirowała mnie akcja Share Week, której pomysłodawcą jest Andrzej Tucholski z jestKultura.pl. Co prawda, spóźniłam się nieco ze swoimi propozycjami. Nie jest ich również – jak sugerował autor – pięć, ale mam nadzieję, że spodobają się Wam i będziecie je (w miarę możliwości) regularnie odwiedzać. Oto blogi, które polecam:

Macie inne propozycje? Piszcie!

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Grammar nazi – przyjaciel czy wróg?

Gramatyczni naziści (grammar nazis, gnazis) – tak określane są osoby, które notorycznie zwracają uwagę na błędy w różnego typu publikacjach, a nawet przy okazji prywatnych, codziennych rozmów. Dwa tygodnie temu właściciel strony Antyweb – znany z braku dbałości o poprawną polszczyznę – napisał tekst, w którym doszczętnie skrytykował tę grupę internautów, pisząc, że są „gorsi niż trolle”. Grammar nazi to tak powszechne i dostrzegalne zjawisko społeczne, że jego przedstawiciele – oprócz nazwy – doczekali się również własnego logo.
Gramatycznym nazistą jest nawet Sherlock Holmes!

Jakie widzę dobre i złe strony istnienia nadgorliwych strażników polszczyzny?

Minusy:

1. Często bywa tak, że dyskusja na temat błędów przesłania całkowicie wartość merytoryczną przekazu. Nie ma chyba nic bardziej irytującego niż sytuacja, kiedy chcesz wytłumaczyć coś bardzo ważnego nie tylko dla Ciebie, ale w Twoim przekonaniu również dla odbiorcy, a w odzewie dostajesz jedynie polonistyczną instrukcję dotyczącą formy Twojej wypowiedzi.

2. Gramatyczni naziści często nie przebierają w słowach, by podkreślić językowe wady tekstu. Moralizatorski ton, wysyłanie do podstawówki, wyzywanie od ignorantów – to tylko niektóre ze stosowanych przez nich zabiegów. Taka krytyka wydaje się z pozoru niegroźna, ale czy chętnie siadałbyś do pisania, gdyby w niewybrednych słowach wytykano Ci niechlujstwo językowe?

3. Niektórzy lubują się w wykorzystywaniu potknięć językowych rozmówcy podczas dyskusji. Innymi słowy – błąd językowy jest używany jako argument, który ma deprecjonować interlokutora (nie lubię tego słowa, ale chciałam uniknąć powtórzenia). Z merytoryczną argumentacją chwyt ten ma niewiele wspólnego – jest zazwyczaj personalnym przytykiem.

4. Zachowanie gramatycznych nazistów rzutuje na postrzeganie osób dbających o poprawną polszczyznę. Nie raz, nie dwa słyszałam, że jestem „grammar nazi”, choć rzadko informuję o pomyłkach językowych w komentarzach. Najczęściej robię to wtedy, gdy ktoś wprowadza innych w błąd – na przykład twierdząc, że forma „chłopacy” jest niepoprawna. A twierdzi tak wielu:

Plusy:

1. Jakkolwiek by patrzeć, gramatyczni naziści edukują. Nie tylko redakcję czy blogera, lecz także innych czytelników. Zwracają uwagę nie tylko na błędy podstawowe, np. ortograficzne, ale również na składniowe, stylistyczne czy fleksyjne. Dla krytykowanego autora jest to z pewnością bolesna lekcja – ale wątpię, by po publicznym zwróceniu uwagi popełnił drugi raz ten sam błąd.

2. Gramatyczni naziści – jak widać na przykładzie Antyweb – zmuszają do refleksji nad poprawnością językową w Internecie. Niestety, ale w porównaniu chociażby do prasy, publikacje internetowe pod względem językowym pozostawiają wiele do życzenia. Dlatego coraz częściej mówi się o koncepcjach wprowadzania programów do korekty tekstu, np. na Wykopie.

Co sądzicie o grammar nazis? Poprawiacie innych? Lubicie być poprawiani?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

„Będę grał w grę”, czyli memy uczą polszczyzny

W poprzednim wpisie wspominałam o tzw. logikach językowych, którzy widzą niespójność w takich konstrukcjach jak „będę spał” czy „będziecie grali”. Dostrzegają w nich mieszanie dwóch czasów – przyszłego i przeszłego. Są oni jednak w błędzie i dzisiejszy wpis będzie poświęcony wyjaśnieniu tej kwestii. Do tej pory ja także preferowałam formy z bezokolicznikiem, czyli „będę spać” i „będziecie grać” – i te, choć poprawne, są mniej charakterystyczne dla polszczyzny.

Kiedy zastanawiałam się nad tym problemem, przypomniałam sobie znaną dobrze internautom kwestię „Będę grał w grę”, która brzmi przecież całkiem naturalnie. I tutaj intuicja zadziałała prawidłowo, bo zdanie jest zgodne z zasadami języka polskiego (pisownia poniżej już nie do końca).

Przede wszystkim – na czym polega błąd logików językowych?

Po pierwsze – błędnie zakładają, że w podanych przykładach słowa „spał” i „grali” to standardowe formy czasu przeszłego. W tym przypadku są to dawne (historyczne) formy imiesłowu przeszłego czynnego drugiego. Wiem, brzmi strasznie, ale muszę to podkreślić – tym bardziej, że sama utożsamiam się z postawą językową jaką jest logizowanie.

Po drugie – problem czasu przyszłego złożonego sprowadza się do jego brzmienia. Współcześnie czasowniki w czasie przeszłym brzmią dokładnie tak samo („on spał”, „oni grali”) jak formy wspomnianego imiesłowu, dlatego bez wiedzy z zakresu językoznawstwa logik łatwo może się pogubić, traktując formy „będę spał” i „będziecie grali” jako „mieszanie czasów”.

Po trzecie – w większości języków słowiańskich podobna forma imiesłowowa jest nieznana, być może dlatego intuicja językowa podpowiada logikom, że jest ona błędna. Prof. Jan Miodek zwraca jednak uwagę, że stosują ją m.in. Czesi. Prof. Marek Łaziński twierdzi z kolei, że „inne języki słowiańskie używają w tej funkcji wyłącznie bezokolicznika”. Ciekawa jestem, co na ten temat ma do powiedzenia znajoma specjalistka w tej dziedzinie, Cathryn?

Po czwarte – kobiety częściej stosują formę z bezokolicznikiem! To może tłumaczyć moją sympatię do tych bardziej neutralnych konstrukcji czasu przyszłego. Dlaczego tak jest? Prawdopodobnie chodzi o liczbę sylab. Między „będę grać” a „będę grał” nie ma takiego rozdźwięku jak przy porównaniu form „będę grać” i „będę grała”. Jednak jak inaczej kobieta powie: „Będę mogła spać spokojnie”? Chyba nie „Będę móc spać spokojnie”, prawda?

Co – oprócz tradycji – przemawia za formami typu „będę grał”? Wartość informacyjna. Dzięki tym konstrukcjom dowiadujemy się – w przeciwieństwie do form z bezokolicznikiem – o płci naszego rozmówcy (oczywiście jeśli nie możemy wnioskować o niej w inny sposób): on będzie grał, ona będzie grała, oni będą grali, one będą grały, itd.

Po co w ogóle to tłumaczę? Nie tylko dlatego, żeby wykazać poprawność obu form. Przede wszystkim po to, byśmy nie ufali zanadto swoim przekonaniom językowym. Omawiane dzisiaj błędne założenie o „mieszaniu czasów” dotyczy przedstawicieli postawy językowej o nazwie logizowanie. I owszem, logika jest bardzo ważna w języku. Kiedy jednak nie jest podparta konkretną wiedzą, może nas wprowadzić w błąd. Dlatego od dzisiaj swój „logizujący” umysł będę systematyczniej i intensywniej uzupełniać wszelkimi naukowymi przesłankami dotyczącymi języka.

I Wam radzę zrobić to samo – jakiej postawy językowej byście nie przyjmowali.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Postawy wobec języka. Kim jesteś?

W dzisiejszym wpisie omówię najczęściej występujące stanowiska zajmowane przez Polaków w kwestiach językowych. Są to zbiory względnie stałych poglądów, które odzwierciedlają nasz stosunek do języka ojczystego, a także wyznaczają nasz stopień wierności wobec zasad i tradycji polszczyzny. Zróżnicowanie postaw wobec języka wynika przede wszystkim z jego ciągłej ewolucji, na drodze której pojawia się wiele problemów związanych m.in. z zapożyczeniami, słowotwórstwem czy upowszechnianiem się form potocznych. Przykładem takich problematycznych kwestii może być np. słowo „witam”, o czym pisałam w poprzedniej notce czy forma „ministra”, której – jak już kiedyś argumentowałam – używać raczej nie warto.

1. Puryzm

„Ach, ci puryści językowi!” – słyszę ciągle za plecami. Puryzm jest chyba najczęściej wymienianą, a przez to zazwyczaj nietrafnie przypisywaną postawą. To, że ktoś zwraca uwagę na ortografię czy interpunkcję, a nawet konstrukcje zdań, nie czyni go purystą. Cechy, które wyróżniają tę postawę to rygor w przestrzeganiu zasad i chęć wyeliminowania wszystkich form, uznawanych przez siebie za niepoprawne i szkodliwe dla języka. Skrajny purysta może nawet nie akceptować zwrotów, które od dawna funkcjonują w polszczyźnie i nie budzą zastrzeżeń językoznawców. Bardziej wyrozumiały przedstawiciel tej postawy ogranicza się jedynie do krytyki nowych terminów, np. zapożyczeń. Wyróżnia się cztery odmiany puryzmu: narodowy, tradycjonalistyczny, elitarny i egocentryczny. Ostatni rodzaj wiąże się z przekonaniem o własnej nieomylności językowej.

2. Konserwatyzm

Przedstawiciele tego stanowiska są przekonani, że język nie potrzebuje dodatkowych innowacji językowych, a elementy, które zawiera polszczyzna są wystarczające do opisu rzeczywistości. Konserwatyści językowi pierwszeństwo dają formom dawniejszym, np. nie mówią „puzzle”, tylko „układanka”, nie wspominając o współczesnych obcojęzycznych określeniach stanowisk. Osoby o postawie konserwatywnej niechętnie podchodzą również do neologizmów tworzonych przez pisarzy. Skrajna odmiana konserwatyzmu nazywana jest puryzmem tradycjonalistycznym – jego zwolennicy są przekonani, że nie powinno się wprowadzać absolutnie żadnych innowacji w języku polskim.

3. Perfekcjonizm

Język to przede wszystkim narzędzie komunikacji – takie stanowisko jest charakterystyczne dla językowych perfekcjonistów. Według nich idealna wypowiedź jest precyzyjna, jednoznaczna i zwięzła. Przedstawiciele tej postawy uważają, że należy pomijać wszelkie wyjątki i nieregularności występujące w polszczyźnie, by komunikaty były jak najbardziej zrozumiałe i jednoznaczne. W celu uniknięcia nieporozumień perfekcjoniści starają się nie używać wyrazów wieloznacznych.

4. Logizowanie

To moja ulubiona postawa i nie ukrywam, że się z nią utożsamiam. Osoby logizujące w kwestiach językowych kierują się powszechnie przyjętą logiką. Dostrzegają odmienne znaczenia par podobnych wyrazów i dążą do ich rozróżniania, np. dziecinny – dziecięcy, wieczorny – wieczorowy. Przedstawiciele tej postawy są niechętni wobec pleonazmów (np. mały kotek, młody chłopiec). Uznają również, że takie przymiotniki jak sprawiedliwy, biały, łysy czy pełny nie ulegają stopniowaniu. Na koniec to, co jest mi szczególnie bliskie: logicy językowi uważają, że mówienie „będę spał” czy „będziecie grali” jest niespójne. Według logików w tych przypadkach zmieszany jest czas przeszły (spał, grali) z przyszłym (będę, będziecie), a poprawne formy to „będę spać” i „będziecie grać”. Wyjaśnienie tej kwestii znajdziecie tutaj.

5. Liberalizm

Liberałowie językowi są wyjątkowo tolerancyjni wobec wszelkich zmian zachodzących w języku. Właściwie nie ma w polszczyźnie grupy wyrazów, która raziłaby zwolenników tego stanowiska. Przedstawiciele liberalizmu dopuszczają używanie w komunikacji zarówno regionalizmów, jak i form przestarzałych czy potocznych. Nie znaczy to jednak, że osoby o tej postawie nie dokonują pewnej hierarchizacji. Liberałowie niektóre elementy językowe uważają za mniej, a inne za bardziej pożądane. Skrajny liberalizm określa się mianem leseferyzmu.

6. Indyferentyzm

Inaczej nazywany jest abnegacją językową. Podstawową cechą przedstawicieli indyferentyzmu jest obojętność wobec jakichkolwiek przemian zachodzących w języku. Bierność zwolenników tej postawy wynika z faktu, że nie traktują języka jako wartości – dlatego nie interesują się kwestiami językowymi. W związku z brakiem refleksji o polszczyźnie, indyferentyzm często nie jest uświadamiany przez jego przedstawicieli. Skrajnym przejawem tej postawy jest celowe naruszanie norm językowych.

7. Leseferyzm

Leseferyści uważają, że język ewoluuje sam, a jakakolwiek ingerencja w jego rozwój jest zbędna. Osoby o takiej postawie akceptują zjawiska językowe i ich nie oceniają. Leseferysta wychodzi bowiem z założenia, że zmiany zachodzące w polszczyźnie są rezultatem oczekiwań użytkowników języka – dlatego są potrzebne i nie należy ich dostosowywać do sztucznych reguł. Leseferyści niechętnie podchodzą do kierunków wyznaczanych przez konkretne osoby czy środowiska, które zakłócają spontaniczny rozwój polszczyzny. Według językoznawcy Andrzeja Markowskiego, leseferyzm jest współcześnie charakterystyczny dla młodzieży i tzw. inteligencji technicznej.

8. Postawa naturalna

Nazywana jest inaczej spontaniczną. W ramach tego stanowiska język traktowany jest jako naturalne dobro wspólne. Przedstawiciele postawy naturalnej przestrzegają normy językowej, która funkcjonuje w danym środowisku (np. gwara, slang). Reguły nie są skodyfikowane – język jest naturalnym elementem zachowania i stanowi naturalną wartość.

9. Postawa racjonalistyczna

Racjonalizm językowy to stanowisko charakterystyczne dla polskich językoznawców, humanistów i twórców literackich. Cechą wyróżniającą tej postawy jest naukowe podejście do polszczyzny oraz racjonalna analiza języka, która oparta jest albo na wiedzy z dziedziny językoznawstwa, albo na własnej intuicji językowej. Przedstawiciele racjonalizmu nie podchodzą do kwestii językowych emocjonalnie, choć język niewątpliwie jest dla nich wartością. Według językoznawców to postawa najlepsza, którą też starają się upowszechniać podnosząc świadomość językową Polaków.

Na koniec przytaczam ciekawe zdanie językoznawcy i pierwszego przewodniczącego Rady Języka Polskiego – prof. Walerego Pisarka – który tak odpowiedział na pytanie, czy jest purystą:

Żaden językoznawca nie powie o sobie, że jest purystą, tak jak nikt nie powie, że jest szowinistą.

Cały wywiad z profesorem można przeczytać tutaj.

A Wy – jakim typem jesteście?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

„Witam”: słowo-wytrych internautów

Michał Rusinek – sekretarz Wisławy Szymborskiej – wypowiedział się niedawno na portalu społecznościowym Facebook na temat słowa „Witam”. Od tego czasu trwa dyskusja o formach powitań w korespondencji elektronicznej, a – mówiąc precyzyjniej – jej kolejna odsłona. Wśród internautów wątpliwości dotyczące „Witam” pojawiły się bowiem o wiele wcześniej. Dowodem na to jest chociażby dyskusja Wykopowiczów z 2010 roku, w ramach której wyrażali oni swoje opinie na temat stanowiska prof. Małgorzaty Marcjanik. Oto fragment wypowiedzi profesor:

Zwrot do adresata w formie „Witam” słusznie wywołuje Pana negatywną reakcję, ponieważ wyraża wyższość nadawcy wobec odbiorcy, co nie zawsze odpowiada rzeczywistej relacji łączącej partnerów korespondencji.

Profesor Marcjanik jest autorką wielu publikacji naukowych, dotyczących grzeczności językowej i międzykulturowej – wydała m.in. „Poradnik językowego savoir-vivre’u. Mówimy uprzejmie”. Właśnie! Ta informacja powinna być dla nas punktem wyjścia: używanie lub nieużywanie słowa „Witam” nie jest kwestią poprawności językowej, a grzeczności, czy – jak ja to mam w zwyczaju nazywać – wyczucia językowego. Jednak dla osób komunikujących się drogą elektroniczną „Witam” stało się słowem uniwersalnym, odpowiednim niemal w każdej sytuacji, słowem-wytrychem.

Kiedy używać, a kiedy powstrzymać się od słowa „Witam” w korespondencji elektronicznej?
Oto moje propozycje:

  1. Kiedy znamy status osoby, do której piszemy i jest on wyraźnie wyższy (np. student pisze do profesora) – nie stosujemy „Witam”. Tutaj zdecydowanie bardziej adekwatne są formuły „Szanowny Panie Profesorze” czy „Szanowna Pani Profesor”. Należy podkreślić, że tytuły naukowe uwzględniamy w korespondencji od stopnia doktora. W przypadku magistrów piszemy po prostu „Szanowny Panie” lub „Szanowna Pani”.
  2. Gdy nie znamy statusu rozmówcy, ale znamy jego płeć, najlepszymi zwrotami są „Szanowny Panie” i „Szanowna Pani”. Jeśli budowanie pozytywnych relacji nie jest dla nas szczególnie istotne albo charakter sytuacji jest mniej oficjalny, nie widzę tutaj przeciwwskazań do zastosowania zwrotu „Witam”. W tym przypadku, wybór formy powitania to kwestia wspomnianego wyczucia językowego – musimy mieć świadomość, że nasz rozmówca może słowo „Witam” odebrać negatywnie.
  3. Jeśli nie znamy płci rozmówcy, nie widzę w języku polskim lepszego rozwiązania niż „Witam”. Uważam, że nic na stoi na przeszkodzie, by stosować ten zwrot np. wobec kontrahentów na Allegro. To krótkotrwały rodzaj relacji, gdzie nie jest ważna pozycja społeczna, rozmówcy są dla siebie względnie anonimowi i – jako użytkownicy serwisu – równorzędni. Trudno w tej sytuacji zarzucać niegrzeczność rozmówcy, kiedy „rzeczywista relacja łącząca partnerów korespondencji” nie jest znana ani nadawcy, ani adresatowi.

Powyższe rady dotyczą jedynie kontaktów z rozmówcami, z którymi nie jesteśmy w bliskiej relacji – mam wrażenie, że przede wszystkim tego rodzaju sytuacje sprawiają nam trudność przy wyborze odpowiedniej formy powitania. W zależności od stopnia zażyłości, można oczywiście użyć form „Panie Profesorze” czy „Pani Marto”, nie mówiąc już o relacjach koleżeńskich, w których dowolność powitań jest bardzo duża. Poza tym, wiele zależy także od charakteru sytuacji, branży czy środowiska, z jakim mamy do czynienia. Internet jest na tyle różnorodną przestrzenią, że trudno silić się tutaj na uniwersalne porady.

Dyskusja na temat słowa „Witam” obudziła we mnie pseudoartystycznego ducha. Oto rezultat:

A Wy, zaczynacie e-maile od „Witam”?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: