Język dawniej. Zaglądamy do starych zeszytów

Na początku tej notki chcę Was wszystkich przeprosić za dłuższą nieobecność i brak wpisów na blogu. Zamieszanie związane z podwójną sesją i przygotowaniami do obrony pracy licencjackiej skutecznie uniemożliwiało mi dzielenie się nowymi refleksjami. Egzaminy zdane, poprawek brak, ocen gorszych od dobrych również. Obrona 2 lipca, a ja wracam do żywych.

O czym dzisiaj opowiem?

O zawartości moich starych zeszytów do języka polskiego. Konsekwentnie je wszystkie przechowuję, ukryte w szafkach lub schowane w rozpadających się tekturowych pudłach. Wszystkie – to znaczy te od czasów podstawówki aż do licealnych zapisków. Przypominam sobie wiele śmiesznych i błędnych zdań, które dzisiaj wydają mi się ko(s)miczne. Jednak dlatego lubię do nich wracać – dostrzegam, jak mój styl pisania zmieniał się od czasu, kiedy w zeszycie pisałam jeszcze ołówkiem (i pękałam z dumy, kiedy jako pierwsza w klasie mogłam pisać długopisem).

Oto fragment mojej pracy domowej sprzed pięciu lat – listu, którego forma wzorowana była na „Pamiętnikach” Jana Chryzostoma Paska. Dawno tak się nie uśmiałam.

„Zrzucając wszystkie ubiory, dama każda do spania się dysponuje, tłumacząc, że z robakami kłaść się nie przystoi. Powiedam im tedy, że z weszami łóżko dzielić bym miał chęć większą, niźli zębami po nocy szczękać. A gorzaliny tu chyba nie znają.”

Poza tworzeniem wymyślnych zdań, starałam się również dbać o oprawę graficzną moich zeszytów. Rysunki, ornamenty czy cytaty zdobiły przede wszystkim notatniki właśnie do języka polskiego. Ten przedmiot zawsze darzyłam szczególnym szacunkiem. Nawet w gimnazjum, kiedy – będąc w klasie matematycznej – tytułowałam często zeszyty słowami „Matematyka królową nauk”.

Oto przykład jednej z gimnazjalnych opraw:

Niektóre przemyślenia mogłyby zająć wysokie miejsce w kategorii humor z zeszytów szkolnych:

„Arystoteles był zdecydowanie przeciwny teorii Platona. Dużo się nad jego poglądami zastanawiał, co czasem doprowadzało go do śmiechu.”

Pewnego razu naszym zadaniem było wypisanie kilku potocznych sformułowań, które – jak wnioskuję – były powszechnie znane i używane w mojej grupie rówieśniczej. Oto co napisałam: wyczes, full wypas, chawira, kaszlak, respect, kozak. Ciekawe, jakie określenia wypisaliby dzisiejsi gimnazjaliści. Macie młodsze rodzeństwo? Jeśli tak, zapytajcie i podzielcie się wiedzą!

Interesujące są też zapiski z ostatnich stron zeszytów. Jakże odkrywcze, złote myśli w stylu: „przeciwieństwo toleracji = brak tolerancji”, ale też trudniejsze terminy, jak np. „dekabrysta”. Zauważyłam, że końcowe strony notatek to także idealne miejsce na zapis podawanych przez nauczycieli dodatkowych lektur, cytatów z nałogowo słuchanych przeze mnie piosenek, a także myśli samych pedagogów. Osobą, którą wyjątkowo lubiłam słuchać był mój wychowawca, matematyk. Niemal na każdej lekcji używał takich wyrazów i określeń, jak: abstrahować, basta czy kurtka na wacie. Królową nietuzinkowych tekstów była jednak pani od biologii.

To tylko skromna próbka jej możliwości:

„Wejdziemy w komórkę i zobaczymy, co się będzie działo.”

A Wy – zachowaliście swoje stare zeszyty? Jak wspominacie czasy szkoły podstawowej, gimnazjum czy liceum pod względem językowym? Piszcie!

PS Uwaga! Od niedawna możecie odwiedzać mojego bloga, wpisując adres Literufka.pl :)

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 thoughts on “Język dawniej. Zaglądamy do starych zeszytów

  1. Levon pisze:

    Ciekawe, czy mama ma wciąż moje zeszyty =) pamiętam ze pierwszy tekst reklamowy napisałem jakoś w wieku 14 lat. Również wtedy dowiedziałem się ze wychodzenie poza szablony jest karane a sprawiedliwość nie istnieje. Dostaliśmy zestaw słówek które należało wykorzystać w opracowaniu. Słowa mocno tendencyjne i wskazujące na temat jesień po wakacjach. Ponieważ robiliśmy takie coś co roku, stwierdziłem ze pode inna droga i napisałem skrypt dla reklamy biura podróży, coś o tym że „tu przygnębiająca złota jesień ale nasze biuro podróży przywróci ci lato. W klasie nauczycielka, która wusłuchiwała ente opracowanie na temat „liście opadają, ulice pokryte są zlotem a na wakacje byłem u babci”, najpierw była w szoku, a po tym jak doszła do siebie -zgnoila mnie niemiłosierdnie za to ze z niej kpię, wlepiła mi pałę za brak zadania domowego i kazała siadać. To był pierwszy wielki zawód mojego życia.

    • literufka pisze:

      Wiek, o którym wspomniałeś jest dla mnie szczególnie ważny, bo wtedy zaczęłam pisać pierwsze wiersze do szuflady :-) Napisałam nawet jeden na cześć Portugalii, która przegrała z Grecją w finale Mistrzostw Europy 2004. To chyba właśnie między innymi chęć bycia „nieszablonową” do tego doprowadziła, więc doskonale Cię rozumiem. Ta chęć wynikała z mojego charakteru – wolałam ryzykować niż powielać schematy.
      Nadszedł jednak czas demotywacji, czyli liceum. Wiadomo – przygotowania do matury, odpowiedzi muszą być zgodne z kluczem. Jeśli chodzi o nietrafione wypracowania – mojej polonistce w gimnazjum nie spodobała się praca pełna metafor, choć właśnie na tym polegać miało nasze zadanie. Nie zniechęcała mnie krytyka, bo lubiłam wychodzić z założenia, że po prostu nie zostałam zrozumiana. I tak już mi zostało :-) Choć wierszy już nie piszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: