Dlaczego nie warto mówić „ministro”?

Od wystąpienia minister Joanny Muchy w programie Tomasza Lisa, w mediach trwają burzliwe dyskusje na temat poprawności żeńskich form nazw zawodów. Chodzi m.in. o takie słowa jak „ministra”, „marszałkini” czy „prezydentka”. Niestety, nawet komunikat Rady Języka Polskiego nie rozwiał wątpliwości dotyczących tej kwestii, dlatego postaram się przedstawić trudności, z jakimi wiąże się stosowanie tego typu form.

Po pierwsze, tworzenie żeńskich form od nazw zawodów i funkcji, które mają charakter rzeczownikowy (np. policjant, nauczyciel) stosuje się zazwyczaj w języku polskim poprzez dodanie końcówki -ka (policjantka, nauczycielka, nie: policjanta, nauczyciela) lub -ini/yni (np. członkini, sprzedawczyni). Końcówkę -a natomiast dodaje się do zawodów o charakterze przymiotnikowym (np. przewodnicząca). Formy ministra czy premiera stoją więc w sprzeczności z tradycyjnymi zasadami języka polskiego.

Po drugie, dodanie do omawianych form zawodów poprawniejszej końcówki -ka (ministerka, premierka) sprawia wrażenie infantylizacji i groteskowości. Dzieje się tak dlatego, że za pomocą przyrostka -ka tworzymy w polszczyźnie zdrobnienia. Podobne nazwy używane są w mowie potocznej np. profesorka, które obniżają rangę pełnionych funkcji. Konsekwencja na tym polu byłaby nie do przyjęcia (np. technik – techniczka, pilot – pilotka) dlatego formy te są używane niechętnie nawet w środowiskach feministycznych. Oczywiście są wyjątki:

Po trzecie, słowo to odmiana. W języku polskim mamy dwa odrębne słowa: ta minister i ten minister; mówię o tej minister i o tym ministrze. W odmianie tych wyrazów mamy wyraźnie wskazaną płeć, do której odnosimy się w wypowiedzi.

Po czwarte, odpowiedniki typu ministra czy premiera w połączeniu z formą grzecznościową „pani” (np. pani ministra, pani premiera) stają się dwuznaczne – pani (czyja?) tego ministra/premiera. Skojarzenie to jest zupełnie odwrotne od zamierzenia osób używających podobnych form.

Po piąte, niektóre żeńskie formy zawodów są tożsame brzmieniowo z już istniejącymi słowami, np. premiera jako „pierwsze przedstawienie danego utworu szerokiej publiczności”. Może to powodować nieprawidłową interpretację wypowiedzi. Ktoś stwierdzi, że wyrazów wieloznacznych w języku polskim mamy mnóstwo. Puśćmy jednak wodze fantazji: drukarz – drukarka, tapicer – tapicerka. Która kobieta chciałaby piastować funkcję brzmiącą jak nazwa przedmiotu?

Po szóste, język polski jest elastyczny i ma duże możliwości słowotwórcze. To jednak nie uprawnia do tego, by kierunek jego rozwoju miał być wyznaczany przez określone cele polityczne czy ideologiczne, takie jak równouprawnienie kobiet. Język ewoluuje sam i nie potrzebuje do wspomagania tego procesu żadnych konkretnych grup społecznych.

Po siódme, nie da się ukryć, że używanie proponowanych obecnie żeńskich form nazw zawodów jest manifestem światopoglądowym. Jak uważa dr Katarzyna Kłosińska, wybór określonych form zawodów jest wynikiem zarówno panujących reguł językowych, jak i postaw społecznych. Jeśli zdecydujemy się na stosowanie form takich jak „ministerka” czy „marszałkini”, nie powinno nas dziwić, że społeczeństwo będzie nas kojarzyć ze środowiskami walczącymi o prawa kobiet.

By zachować względny obiektywizm, czas na dobre słowo o (tej) „ministrze”. Słowo ministra pochodzi z łaciny – jest żeńskim odpowiednikiem słowa minister (sługa, pomocnik, wykonawca, agent). Nie jest więc jedynie wymyślonym tworem językowym. Pozostaje pytanie, dlaczego Polacy zamiast do zasad języka polskiego mieliby się stosować do tych obowiązujących w łacinie.

A Wy jakich form używacie? Co sądzicie o ministrze, marszałkini, prezydentce?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

17 thoughts on “Dlaczego nie warto mówić „ministro”?

  1. Dyskulturant pisze:

    Mnie bardzo irytują formy „Psycholożka”, „socjolożka”, które o zgrozo, upowszechniły się. O ile dobrze pamiętam, to zaczęło się od reklamy margaryny czy czegoś tam innego i słynnego „Jak dorosnę, zostanę psycholożką”, ale było wypowiedziane przez dziecko i jakoś przeszło. Kiedy jednak widzę jakiś tam program, nawet w „telewizji śniadaniowej” i podpis obok nazwiska – „psychlożka” to nie wiem czy śmiać się czy płakać. Czy na prawdę „pani psycholog” brzmi tak strasznie?

    • literufka pisze:

      Też się nad tym zastanawiam. Dopóki podobne formy pozostają na poziomie reklamy czy żartu, problemu nie ma – zaczynam go dostrzegać kiedy pod artykułem widzę podpis „redaktora” albo „koordynatora”.

      • Dyskulturant pisze:

        Jak dla mnie te „psycholożki” wypłynęły podobnie jak „chłopacy”. Zaczęło się bardzo podobnie. „Włatcy Móch” byli popularni i wszyscy kochali Czesia. Teraz o sympatycznym zombie mało kto pamięta. O tym, że chłopaki wołali do siebie „chłopacy” też. Po prostu się tak mówi. Ciekawe czy można to rozpatrywać na zasadach rządzących „memami”?

        • literufka pisze:

          Do memów takie formy są podobne, bo również istnieją dzięki naśladownictwu, ciągłemu powielaniu. Kwestia żeńskich odpowiedników jest jednak o wiele bardziej złożona, bo dochodzą w tym przypadku takie elementy jak światopogląd, preferencje polityczne czy przyzwyczajenia językowe. Wzorce tego typu upowszechniają się bardzo powoli, najpierw w konkretnych środowiskach, w obrębie których często pozostają albo stają się krótkotrwałą modą językową (jak w przypadku Włatców Móch). Mogą się oczywiście także utrwalić. Ciekawa jestem jak będzie w tym przypadku.

          • Dyskulturant pisze:

            Mam nadzieję, że ludzie się nacieszą, nagadają, a potem zapomną. Chociaż to chyba mało prawdopodobne. Niestety.

  2. cathrynek91 pisze:

    Jak już wspomniałam na Facebooku, niektóre propozycje żeńskich form są żywcem wyjęte z czeskiego i używając ich w momencie, kiedy nasz język na to nie pozwala, nie dość, że popełniamy błąd, to jeszcze nieświadomie wrzucamy do naszego słownictwa słowa obce. xD To tak samo, jak z anglicyzmami. Przynajmniej mi, osobie mającej z czeskim do czynienia, tak się wydaje.

  3. Krzyk pisze:

    Każdy język ma wyrazy pochodzenia obcego, jest to naturalna kolej rzeczy kontaktów z inną kulturą. Dobrym przykładem jest tu język japoński, który ze względu na położenie Japonii, rozwijał się przez stulecia swoim własnym torem. Dopiero w ostatnich latach zaczęły napływać tam nowe słowa, głównie z USA:
    Telewizor – terebi (w języki japońskim nie ma dźwięku odpowiadającego L ani W, najbliższe są R i B)
    Gnom – noumu (brak litery G spowodowany jest najprościej ujmując budową języka japońskiego, gdzie występują tylko samogłoski i sylaby. Nou czytać bez u z przedłużonym o)
    I tak dalej i tak dalej. Czyli wszystkie te nowe słowa są dźwiękonaśladownictwami i przyjmują się albo nie. Jeżeli się przyjmują zaczynają ewoluować w sposób naturalny w większości dzięki użytkowników mowy nazwijmy to domowo-podwórkowej. Dobrym przykładem jest chłopacy wspomniane przez Dyskulturanta. Jest to poprawna odmiana, ale dosyć powszechnie uważana ze niepoprawną. Ze względu na swoją rzadkość w użytkowaniu wraz z brakiem znajomości zasad użycia
    Chłopaki używane jest w kontekście niemęskoosobowym -> fajne chłopaki
    Chłopacy, jak można się domyśleć, w kontekście męskoosobowym -> fajni chłopacy
    Zamiast chłopacy można używać chłopcy, ale w niektórych sytuacjach ta forma jest zbyt infantylna.

    Narzucanie przez jednostkę lub jakieś mniejsze ugrupowanie konkretnego sposobu użytkowania języka nie ma najmniejszego sensu, gdyż języki zmieniają się (powiedzmy, że) samoistnie w kierunku takim, by były prostsze i bardziej naturalne. Bo, czy ministro/ministerka/ministra/jakkolwiek brzmi naturalnie? Niektóre nazwy zawodów przyjęły się w formie żeńskiej, tak jak nauczycielka, pielęgniarka czy sprzedawczyni. Na przykład ze względu, że z formą grzecznościową w formie męskiej brzmią dwuznacznie (pani sprzedawca, pani pielęgniarz) albo ze względu, iż brzmią, po prostu naturalnie (nauczycielka). A reszta brzmi lepiej w formie „pani minister”.

    Kończę ten bełkot, gdyż jeszcze trochę i będzie dłuższy niż post ;)

    ps. Za błędy i niegramatyczność z góry przepraszam. Gdzieś, coś mogło się wkraść. Późno jest i dawno tak długiego tekstu nie naskrobałem ;)

    • literufka pisze:

      Zgadza się, trudno sobie wyobrazić język bez zapożyczeń. Wyrazy zapożyczone z angielskiego w języku japońskim to gairaigo. Jednak ja nie piszę o zapożyczeniach, ale o chęci stosowania zasad innego języka, które nijak mają się do polszczyzny. Zapożyczenia – jak widać na podanych przez Ciebie przykładach – są przekształcane, by mogły w danym języku funkcjonować. Dlatego np. nie mówimy Burgmeister, tylko burmistrz :-)

      Chłopaki, chłopcy, chłopacy – wszystkie formy są poprawne, ale ostatnia jest używana tak rzadko, że rzeczywiście uznawana jest za niepoprawną. Dlatego wpisywała się w konwencję „Włatców Móch” i przez pewien czas była popularna.

      Z pozostałymi wnioskami trudno się nie zgodzić :-)

      • Krzyk pisze:

        Pisząc o zapożyczeniach, miałem na myśli naturalny tok rozwoju języka. Było to w kontekście tego, iż w języku polskim przyjęło się słowo minister ale jego żeńska forma ministra już nie. Choć kto wie może i gdzieś się przyjęło, ale zanikło :)
        I teraz wymuszanie, by cofnąć się w czasie (a raczej rozwoju) nie jest dobrą praktyką. Czyli jak kto woli, jest sprzeczne z zasadami języka polskiego ;)

  4. Luka Wars pisze:

    Z podobnym wytłumaczeniem sprawy już się spotkałem. Jeśli pisałaś post na podstawie dostępnych w internecie opinii specjalistów to możliwe, że czytaliśmy te same tekstu. No cóż, zgadzam się w pełni z oceną sytuacji.

    Uważam, że nie wolno kaleczyć (lżej – naginać) języka polskiego w imię poprawności politycznej. Chodzi tu oczywiście o feministyczne lobby, tę dzisiejszą modę na źle interpretowaną równość i równouprawnienie.

    Mam do Ciebie pytanie poboczne, chodzi o wpis W. Nowickiej na Twitterze :-) Czy skrót ”nt.” jest poprawny?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: